sobota, 22 lutego 2014

Cudowna moc wyzwań

Wyzwania są jedną z najbardziej motywujących i inspirujących rzeczy. Sprawiają, że chcemy być codziennie lepsi, i kiedy widzimy, że potrafimy więcej niż wcześniej to dostajemy niezłego kopa!
Ja nie stawiam jednak na gotowe wyzwania typu: squat challange i inne 'plakatowe challange'. Kiedyś próbowałam i kiedy nie dawałam rady zrobić kolejnego dnia większej ilości powtórzeń od razu się poddawałam i twierdziłam, że to nie dla mnie.

Jak ułożyć własny challange? Nic prostszego!
1.Wybieramy sobie dowolne ćwiczenie, to mogą być: pompki, przysiady, brzuszki, deska, wall sit i co tylko nam przyjdzie do głowy.
2. Wyznaczamy swoją początkową 'granice' (i pamiętamy, że granice są po to żeby je przesuwać, co sprawia, że teoretycznie NIE ISTNIEJĄ), czyli wykonujemy tyle powtórzeń ile jesteśmy w stanie. Nie oszukujemy. Wkładamy w to całe serce.
3. Każdego dnia staramy się zrobić więcej powtórzeń. Tyle ile jesteśmy w stanie, obojętne czy 2 więcej czy 10. Nie musimy każdego dnia dokładać tyle samo powtórzeń. Kiedy nie jesteśmy w stanie zrobić więcej robimy tyle co dnia poprzedniego. Ważne żeby się nie cofać! Reszta to kompletna dowolność ;)
4. Kończymy kiedy osiągniemy pożądaną ilość powtórzeń.

np. Chcemy robić pompki. Wyznaczona granica to 10. Kolejnego dnia robimy 11, na następny dzień mamy zakwasy i nie potrafimy zrobić więcej, ale staramy się zrobić te 11 z poprzedniego dnia itd.

Myślę, że takie wyzwanie nie wymaga specjalnych tabelek, jedynie kalendarz bądź własna głowa!


piątek, 21 lutego 2014

Jak zacząć żyć?

Teoretycznie żyjemy od chwili naszych narodzin... praktycznie... u mnie było z tym ciężko.
Przez wiele sytuacji sprzed kilku lat straciłam całą pewność siebie, rzadko wychodziłam z domu, tłumacząc się tym, że mieszkam za daleko od "ważnych wydarzeń". Trzymałam się tylko najbliższych przyjaciół i chłopaka. Z rodziną również rozmawiałam niewiele, a każdy kontakt z nieznajomym (wliczając np. Panie kasjerki) powodowała połykanie języka...
Teraz oczywiście również nie jest idealnie ale myślę, że jestem na dobrej drodze!
Oto co mi pomogło:

  • Wyłącz komputer 
    jest to oczywiście wspaniały wynalazek, możemy kontaktować się ze znajomymi, czytać blogi, aski, opisywać swoje smętne życie na twitterze... ale nawet nie zdajemy sobie sprawy ile pochłania nam to czasu (który moglibyśmy wykorzystać na trening albo spotkanie ze znajomymi)
  • Nie daj się zniewolić diecie 
    Dieta oczywiście jest bardzo ważna, ale nie możemy dojść do momentu typu "nie mogę wyjść teraz z domu bo za pół godziny wypada moja pora jedzenia"! Nie możemy się izolować! Odchudzanie to powinien być radosny czas i zdecydowanie nie powinniśmy go spędzać siedząc na dupie w domu. Zawsze można przecież zabrać jedzenie ze sobą.
  • Poszerzaj swoje znajomości
    Boisz się poznawać nowych ludzi? Na przekór temu poproś znajomych żeby zabrali cię w inne otoczenie, spróbuj przełamać swój strach. Jest wiele ludzi którzy są na tyle otwarci, że z pewnością do Ciebie podejdą i znajdą 1098326489649 tematów do rozmowy ;)
  • Przekraczaj swoją granice komfortu
    O tych już chyba można przeczytać na każdym blogu i chyba nie brak w internecie dowodów, że życie zaczyna się poza nią.
  • Spełniaj swoje marzenia 
    Jakkolwiek "głupie" (w mniemaniu ludzi) by były. Marzenia to marzenia. A marzenia są po to żeby je spełniać
  • Zrób coś szalonego
    I nie mówię tu o przechodzeniu na czerwonym świetle ;D Zrób jakąś prostą rzecz jaką zawsze chciałaś zrobić ale się bałaś, np  zrób sobie kolczyk ;)
  • Przekraczaj granice swojego ciała
    Stawiaj sobie wyzwania, ćwicz, rozciągaj się, ucz się nowych figur (np. stanie na głowie) rób ćwiczenia których nie lubisz, po to aby udowodnić sobie, że potrafisz dokonać wszystkiego!
  • Poznaj swoją rodzinęTeoretycznie rodzina to najbliżsi dla nas ludzie ale wiele osób na z nią słaby kontakt, spróbuj spędzać z nimi więcej czasu, otworzyć się na nich ;)
Więcej pomysłów? chętnie poczytam :)